Wrocławskie archiwum X

Perła Dolnego Śląska skrywa wiele sekretów. Jednym z nich są liczne spotkania z UFO na terenie miasta i jego okolic, nierzadko mające bardzo oryginalny charakter. Na tym jednak wrocławska księga tajemnic się nie kończy


Damian Trela, NŚ 5/2021

Latający talerze i ich pasażerowie to jednak nie wszystko, ponieważ we Wrocławiu, jeśli wierzyć relacjom, dochodziło również do spotkań z dziwnymi stworzeniami o trudnym do ustalenia pochodzeniu. O tej anomalnej stronie miasta, dla wielu nieznanej, piszę w swojej nowej książce Tajemnice Dolnego Śląska. UFO i niewyjaśnione zjawiska. W stolicy wspomnianego regionu, liczącej blisko 650 tys. mieszkańców, znajduje się kilka obszarów, gdzie do dziwnych wydarzeń dochodzi częściej niż gdzie indziej.

Z dawnych lat

Najwcześniejsza wrocławska relacja o spotkaniu z czymś nieziemskim pochodzi ze średniowiecza, gdy miasto zostało niemalże doszczętnie spalone na skutek najazdu Tatarów.

Gdy przez kilka dni przeciągali oblężenie, nie usiłując zdobyć (zamku), brat Czesław z zakonu kaznodziejskiego, z pochodzenia Polak, pierwszy przeor klasztoru św. Wojciecha we Wrocławiu (...) modlitwą ze łzami wzniesioną do Boga, odparł oblężenie. Kiedy bowiem trwał w modlitwie, ognisty słup zstąpił z nieba nad jego głowę i oświetlił niewypowiedzianie oślepiającym blaskiem całą okolicę i teren miasta Wrocławia. Pod wpływem tego niezwykłego zjawiska serca Tatarów ogarnął strach i osłupienie do tego stopnia, że zaniechawszy oblężenia uciekli raczej niż odeszli - pisał Jan Długosz o wydarzeniach z 1241 r.

Przeglądaj spis treści numeru 5/2021 lub zamów wersję elektroniczną NŚ

(...) Zdecydowanie więcej wspólnego z Kosmosem miały postacie, które pojawiły się w innym rejonie Wrocławia. Gdy pod koniec lat 70. ub. w. Polskę zalewała fala obserwacji UFO, w Parku Popowickim na lewym brzegu Odry doszło do sensacyjnego zdarzenia. Sprawę relacjonował znany wtedy ufolog dr Jan Pająk.

29 sierpnia 1979 r., ok. godz. 18., dwaj chłopcy dostrzegli wiszący nisko nad ziemią dysk z przezroczystą kopułą. Wyszły z niego dwie istoty (świadkowie zauważyli też trzecia, znajdującą się wewnątrz statku). Wyglądały identycznie: nosiły obcisłe zielone kombinezony z kapturami oraz czerwone buty; było widać też czerwony pas. Jeden z obserwatorów, wówczas 9-latek, zbliżył się na dystans ok. 6 m do obiektu i znalazł się w odległości zaledwie 2 m od jednej z istot, u której dostrzegł krwistoczerwone włosy, stojące dęba, jakby naelektryzowane. Postać lewitowała pół metra nad ziemią, w pozycji stojącej, przypominającej rozkrok; druga unosiła się kilka metrów obok, z podkulonymi nogami. Przy bliżej stojącym osobniku świadek zauważył, że trawa pod nim falowała, chociaż nie wyczuwało się podmuchu wiatru...

To jedynie fragment artykułu. Pełną wersję przeczytasz w NŚ 5/2021 dostępnym także jako e-wydanie.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.